Zarządzanie miastem

Zarządzanie miastem… Ważki temat. Zaangażowanie prezydenta w sprawy miasta – temat równie ważny. Śniegu we Wrocławiu nie widać, co nie jest takie złe… ale póki co, pomarzyć można – nie tylko o śniegu, ale też o sposobach zarządzania miastem, m.in. technikach docierania do problemów zwyczajnych mieszkańców i porozumiewania się z równie zwyczajnymi mieszkańcami. Śnieg dokucza bowiem nie nam, lecz…

…Amerykanom, choćby w mieście z problememDetroit. Stał się on tam okazją do realnego testu dobrych rządów (ewentualnie dobrego zarządu, bo to drobna, acz ważka różnica). W Detroit wybrano niedawno nowego burmistrza – poprzedni, bierny i nieudolny zarządca musiał odejść, szczególnie wobec ogłoszonej w 2013 roku upadłości miasta, którym od tamtego czasu zarządza supermenedżer (Emergency Manager) powołany przez gubernatora. To tak, jakby wojewoda dolnośląski narzucił Wrocławiowi zarządcę w sytuacji, gdy prezydent miasta nie daje sobie z nim rady… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana


Pod koniec grudnia nowym burmistrzem Detroit został Mike Duggan, zaprzysiężony 1 stycznia, gdy we Wrocławiu leczyliśmy skutki zabawy sylwestrowej. Wygląda na to, że Duggan chce być blisko mieszkańców i pracowników, bo w samym środku zimy wybrał się pługiem śnieżnym na ulice miasta, by osobiście doświadczyć trudów pracy i komunikacji w śniegu – tak postanowił rozpocząć swoje zarządzanie miastem, od sprawdzenia, czy ulice są właściwie odśnieżane. Niewiele w mieście może zrobić, ale ustalił już z supermenedżerem, Kevinem Orrem, że podzielą się wpływami, rolami i obowiązkami – Orr zajmie się pieniędzmi, Duggan – miastem. To tak, jakby zarządca z ramienia wojewody porozumiał się z prezydentem miasta dla dobra jego mieszkańców… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…

Rozwojowo zapowiada się nadal Chicago, gdzie powołano nową szefową tamtejszego DOT, tj. Department of Transportation (Wydziału Transportu). Wybrany w 2011 burmistrz, Rahm Emanuel, i owa szefowa, Rebekah Scheinfeld, zgodnie zapowiedzieli, że głównym celem jej pracy będzie dalszy rozwój transportu oraz umożliwienie każdemu mieszkańcowi miasta dostępu do systemu światowej klasy komunikacji publicznej. To tak, jakby dyrektor Wydziału Transportu zapowiedział we Wrocławiu, że zależy mu w ten sposób na dobru mieszkańców miasta… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…

Zadziwia również San Francisco, gdzie w planowaniu miasta w zasięgu sąsiedzkim (tj. osiedla) realizuje się projekt EcoDistricts (EkoDzielnice), dający szansę na rozmowy ze społecznością lokalną, poznanie potrzeb, pomysłów na poprawę funkcjonowania najbliższej lub dalszej okolicy w imię idei zrównoważonego rozwoju i takiegoż planowania. Joe Swae, planista z tamtejszego Planning Department (Wydział Planowania) rozumie potrzebę takiego podejścia w planowaniu, co m.in. przekłada się na rozwój tzw. „chodliwych” społeczności (walkable communities), tj. stref zamieszkania, w których ruch pieszy jest bezpieczny i zapewnia np. dzieciom samodzielny powrót ze szkoły do domu, a seniorom i rodzicom codzienny dostęp do małych, osiedlowych sklepów – bez konieczności wyjazdów samochodowych. To tak, jakby Biuro Rozwoju Miasta stwierdziło, że w rozwoju osiedli najważniejsze są potrzeby mieszkańców, ale nie kierowców i turystów, lecz pieszych i rowerzystów, dzieci i seniorów… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…

A co słychać w Nowym Jorku? Tutaj podobnie, jak w Chicago: zrównoważony transport, a konkretnie complete streets i obiecana kontynuacja rozpoczętych wcześniej działań przez nową szefową tamtejszego DOT (jw. – Wydziału Transportu), Polly Trottenberg. Znamienne, że w obu miastach transportem zarządzają… KOBIETY. W Nowym Jorku wcześniej prowadziła to Janette Sadik-Khan, która doprowadziła do sytuacji, w której Nowy Jork jawi się jako oaza rozwoju zrównoważonego transportu: setki pasów rowerowych na jezdniach, największy w kraju system wypożyczalni rowerów, ponad 50 placów tylko dla pieszych, ogólnie – o wiele bezpieczniejsze ulice. Nowy burmistrz określał działania Sadik-Khan,jako radykalne, ale… jednak podtrzymał ten trend i Trottenberg będzie go kontynuować dla dobra miasta: tutaj priorytetem jest bezpieczeństwo mieszkańców, nie tylko zmotoryzowanych, ale także pieszych, rowerzystów i pasażerów. To tak, jakby wrocławski magistrat postanowił wspierać nie prawa restauratorów lub kierowców, lecz pieszych… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…

Opuśćmy na chwilę Stany Zjednoczone i skoczmy do… Szwecji. Sztokholm znów pozytywnie zadziwia, tym razem pomysłem odwrócenia polityki odśnieżania miejskich ulic. Skoro ogólna polityka rozwojowa miasta koncentrować się powinna na zrównoważonym rozwoju, w tym ruchu pieszym i rowerowym oraz wzmacnianiu lokalnych społeczności, to… takiej perspektywy wymaga też polityka odśnieżania. Większość miast ma obecnie następujące priorytety w odśnieżaniu i – ogólnie – utrzymaniu ulic: 1) największe arterie komunikacyjne, 2) główne ulice śródmieścia w pobliżu głównych stref pracy, 3) ulice wokół placów budowy. Na końcu – uliczki osiedlowe, dojazdowe, nie tylko publiczne, ale też wewnętrzne – gdyby użyć naszej polskiej klasyfikacji dróg. W Polsce na szczęście coraz więcej ludzi wie już, co znaczy GENDER – wstyd, że dopiero teraz, zatem genderowe równouprawnienie w odśnieżaniu (gender-equal-plowing) postuluje Daniel Hellden, pełniący funkcję zastępcy szefa komitetu zajmującego się w Sztokholmie transportem miejskim i gospodarką odpadową. Uważa on, że odśnieżając strefy głównych ulic i placów budów dyskryminuje się strefy intensywnej obecności kobiet i rodzin. Politykę odśnieżania należy więc odwrócić z priorytetu głównych ulic i budów na priorytet osiedli, szkół i placów zabaw. Zaproponował to na spotkaniu, które odbyło się na początku grudnia. Na marginesie, podobna propozycja pojawiła się nieco wcześniej w innym szwedzkim mieście, tj. w Karlskoga (na zach.od Sztokholmu), gdzie ODŚNIEŻANIE ZSYNCHRONIZOWANO Z PLANEM LEKCJI SZKOLNYCH, by ułatwić rodzinom funkcjonowanie na co dzień. Od tego czasu służby miejskie odśnieżają najpierw przy szkołach i przedszkolach, gdzie rodzice zatrzymują na chwilę auta przed podróżą do pracy. Dopiero potem pługi śnieżne jadą oczyścić dzielnice biznesowe i główne drogi. To tak, jakby u nas rano na osiedlowych uliczkach nie było śniegu, a zima nie zaskoczyłaby drogowców… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…

Tymczasem w Waszyngtonie… obradowano. Jakoś tak wychodzi, że gdy w Polsce świętujemy, oni w USA negocjują… Na szczęście bywa i odwrotnie. Gdy w Polsce obchodziliśmy rocznicę ogłoszenia stanu wojennego, do Białego Domu zjechało piętnastu nowo wybranych burmistrzów dużych, amerykańskich miast, m.in. Nowego Jorku, Los Angeles, Bostonu, St. Petersburga (na Florydzie), Harrisburga (w Pensylwanii), Minneapolis… Po co? Aby porozmawiać o pomyśle prezydenta Obamy utworzenia federalno-lokalnego partnerstwa na rzecz budowania ekonomicznego dialogu, m.in. w kwestiach wzrostu zatrudnienia średniej klasy poprzez wydatki i inwestycje budowy dróg, mostów, portów. To tak, jakby prezydent naszego miasta pojechał do do stolicy na spotkanie nowo wybranych prezydentów i burmistrzów miast innych, niż Warszawa… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…

Spotkanie jest być może zaczątkiem większej sieci partnerskiej, której powstanie postuluje w swej książce („If Mayors Ruled the World”) Benjamin Barber nawołując do utworzenia Parlamentu Burmistrzów (Parliament of Mayors). Barber mówił o tym głośno m.in. w 2013 r. w Hamburgu w trakcie jesiennego Future of Cities Forum, w którym uczestniczyłam. W rozmowie po jego wykładzie rozmawialiśmy też o Wrocławiu, pamiętał i miasto, i prezydenta (słowo, które wypowiedział, przypominało jego nazwisko). Rozmawialiśmy też o budżecie partycypacyjnym, który wówczas już był rozstrzygnięty. Po mojej informacji, że 1/4 wręcz jałmużnianego budżetu ma pójść na remont zabytkowych tramwajów, wniosek był prosty: forsa nie pójdzie do ludzi? To ważny feedback: następnym razem trzeba lobbować tak, by poszła tam, gdzie ty chcesz, a nie pasjonaci tramwajów, skoro to tobie zależy na ludziach, a im na tramwajach. Do rozważenia…, ale… takie rozwiązania nie są jednak dobre, jako jedyne, bo lobbing skupiony wokół dziedzictwa materialnego w wypadku tak małego budżetu był złym i nieetycznym działaniem, dyktowanym przez pasję małej grupy osób, podczas gdy ogromna większość preferowała rozwiązania dla dzieci, dla seniorów, dla mieszkańców – bezpośrednio, a nie przez bilety do muzeum techniki. Czy w tym roku budżet partycypacyjny obejmie kolejne tramwaje? Czy obejmie place zabaw lub boiska? Nie wiem, okaże się. Wiem jednak, że zazdroszczę Amerykańskim politykom i zarządcom miejskim (u nas zwanych prezydentami lub burmistrzami) tej zdolności negocjacji i współpracy, a także brania pod uwagę trudnych w realizacji, ale zbawiennych w skutkach pomysłów autorstwa publicystów, naukowców, profesjonalistów, nie-urzędników. Czasami merytokracja okazuje się cennym wyjściem. Kiedy? To trudne, wymaga indywidualizacji, ale jeśli nie ma zdolności rozmowy, a jest tylko rzucanie przymiotnikami typu „napastliwy” lub wychodzenie z płaczem z merytorycznej debaty, wówczas nie ma szans na rozwagę i profesjonalizm, a pozostaje wyłącznie urzędowa amatorszczyzna, której dyktowany jest rychły koniec. Nie tylko Barber nawołuje do dialogu profesjonalistów, w tym burmistrzów – dialog powinien obejmować wymianę doświadczeń, promocję dobrych praktyk nie tylko w sprawach ekonomicznych, ale tych najbardziej praktycznych, jak działania na rzecz rozwoju transportu miejskiego, w którym we Wrocławiu nie ma miejsca na promocję ruchu pieszego, tak jak to się robi np. w ww. Chicago, gdzie dobro pieszych stoi na pierwszym miejscu w polityce transportowej miasta (Magazyn Miasta nr4, str.033). Dyskusja o tych sprawach toczyła się m.in. w czasie IV Kongresu Mobilności Aktywnej w Gdańsku, gdzie spotkało się kilkunastu prezydentów i dyrektorów z miast polskich i zagranicznych, ale Wrocławski magistrat zaproszenia nie przyjął. Prezydent Obama i nowi burmistrzowie wydają się brać pod uwagę postulaty rodzimego publicysty, uczonego, wykładowcy – spotkanie odbyło się, planowane jest kolejne. To tak, jakby prezydent Wrocławia zechciał spotkać się z innymi prezydentami, by porozmawiać o transporcie, przestrzeni publicznej i zatrudnieniu… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…


Anna Rumińska

(niektóre informacje – dzięki portalom UBM Cities i Atlantic Cities)


Śniegu we Wrocławiu nie widać, co nie jest takie złe… ale póki co, pomarzyć można – nie tylko o śniegu, ale też o sposobach zarządzania miastem, m.in. technikach docierania do problemów zwyczajnych mieszkańców. Śnieg dokucza bowiem Amerykanom, choćby w mieście z problemem – Detroit. Stał się on tam okazją do realnego testu dobrych rządów (ewentualnie dobrego zarządu, bo to drobna, acz ważka różnica). W Detroit wybrano niedawno nowego burmistrza – poprzedni, bierny i nieudolny zarządca musiał odejść, szczególnie wobec ogłoszonej w 2013 roku upadłości miasta, którym od tamtego czasu zarządza supermenedżer (Emergency Manager) powołany przez gubernatora. To tak jakby wojewoda dolnośląski narzucił Wrocławiowi zarządcę w sytuacji, gdy prezydent miasta nie daje sobie z nim rady… Sytuacja Wrocławiu niespotykana


Pod koniec grudnia nowym burmistrzem Detroit został Mike Duggan, zaprzysiężony 1 stycznia, gdy we Wrocławiu leczyliśmy skutki zabawy sylwestrowej. Wygląda na to, że Duggan chce być blisko mieszkańców i pracowników, bo w samym środku zimy wybrał się pługiem śnieżnym na ulice miasta, by osobiście doświadczyć trudów pracy i komunikacji w śniegu – tak postanowił rozpocząć swoje zarządzanie miastem, od sprawdzenia, czy ulice są właściwie odśnieżane. Niewiele w mieście może zrobić, ale ustalił już z supermenedżerem, Kevinem Orrem, że podzielą się wpływami, rolami i obowiązkami – Orr zajmie się pieniędzmi, Duggan – miastem. To tak, jakby zarządca z ramienia wojewody porozumiał się z prezydentem miasta dla dobra jego mieszkańców… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…


Rozwojowo zapowiada się nadal Chicago, gdzie powołano nową szefową tamtejszego DOT, tj. Department of Transportation (Wydziału Transportu). Wybrany w 2011 burmistrz, Rahm Emanuel, i owa szefowa, Rebekah Scheinfeld, zgodnie zapowiedzieli, że głównym celem jej pracy będzie dalszy rozwój transportu oraz umożliwienie każdemu mieszkańcowi miasta dostępu do systemu światowej klasy komunikacji publicznej. To tak, jakby dyrektor wydziału transportu zapowiedział we Wrocławiu, że zależy mu w ten sposób na dobru mieszkańców miasta… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…


Tymczasem w Waszyngtonie również obradowano… Jakoś tak wychodzi, że gdy w Polsce świętujemy, oni w USA negocjują… Na szczęście bywa i odwrotnie:) Gdy w Polsce obchodziliśmy rocznicę ogłoszenia stanu wojennego, do Białego Domu zjechało piętnastu nowo wybranych burmistrzów dużych, amerykańskich miast, m.in. Nowego Jorku, Los Angeles, Bostonu,  St. Petersburg (na Florydzie),  Harrisburgu (w Pensylwanii) i Minneapolis. Po co? Ano po to, by porozmawiać o pomyśle prezydenta Obamy utworzenia federalno-lokalnego partnerstwa na rzecz budowania ekonomicznego dialogu, m.in. w kwestiach wzrostu zatrudnienia średniej klasy poprzez wydatki i inwestycje budowy dróg, mostów, portów. To tak, jakby prezydenta naszego kraju zaprosił do siebie nowo wybranych prezydentów i burmistrzów miast innych, niż Warszawa… Sytuacja we Wrocławiu niespotykana…


Spotkanie jest być może zaczątkiem większej sieci partnerskiej, której powstanie postulował w swej książce („If Mayors Ruled the World”) Benjamin Barber nawołując do utworzenia Parlamentu Burmistrzów (Parliament of Mayors). Barber mówił o tym głośno m.in. w Hamburgu w trakcie jesiennego Future of Cities Forum, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. W rozmowie po jego wykładzie rozmawiPrezydent Obama i nowi burmistrzowie wydają się brać pod uwagę postulaty rodzimego publicysty. To tak, jakby prezydent Wrocławia słynny, polski publicysta postulował regularne debaty między burmistrzami i prezydentami… Sytuacja w Polsce znana…