Wywiady – Czy nowe centrum nie dobije Piotrkowskiej w Łodzi?

Wywiady – Czy nowe centrum nie dobije Piotrkowskiej w Łodzi?

 

Podchodziła pani sceptycznie do idei budowy Nowego Centrum Łodzi. Zmieniła pani zdanie?

Nie. Do tej idei miałam sceptyczny stosunek już pięć lat temu, kiedy Andrzej Walczak i Marek Żydowicz, wtedy jeszcze przyjaciele, wraz ze światowej sławy reżyserem Davidem Lynchem w ramach tworzonej przez siebie fundacji Sztuki Świata, zaproponowali wizję Nowego Centrum Łodzi. Ta wizja była porywająca, oczarowała większość łodzian.

Wielkie znaczenie miało też to, że znany architekt Rob Krier, uważany za klasyka postmodernizmu w architekturze i urbanistyce, przyjął zaproszenie fundacji do opracowania masterplanu Nowego Centrum Łodzi. Już wtedy, gdy Rada Miejska cztery lata temu podjęła uchwałę o budowie Nowego Centrum Łodzi, byłam pełna obaw.

 

Czego się pani obawiała?

Tego, że nastąpi dalszy upadek istniejącego centrum miasta, czyli kwartałów śródmiejskich leżących przy Piotrkowskiej. Obawiałam się, że cały wysiłek inwestycyjny miasta będzie skierowany na planowane nowe centrum. I nadal się tego obawiam. Łódź nie jest tak bogatym miastem, by jednocześnie ratować stare kwartały, które się rozsypują i tworzyć nowe.
Oczywiście, był moment euforii gdy dwa lata temu światowej sławy architekt, gwiazda architektury, Frank Gehry zaprezentował swoją koncepcję Centrum Festiwalowo-Kongresowego. Co do projektu miałam mieszane uczucia, ale wierzyłam, że być może będziemy mieli nasz łódzki „efekt Bilbao”. W tym hiszpańskim mieście zrealizowano Muzeum Sztuki projektu Gehrego, które rozsławiło je, przyciągając rzesze turystów. Sprawiło też, że w sąsiedztwie miasta, które stało się modne, pojawili się nowi inwestorzy. To jest znane od dawna zjawisko – realizacja wybitnego dzieła architektury, autorstwa znanej gwiazdy, zawsze powoduje zainteresowanie inwestorów sąsiadującymi z miastem terenami. Wpływa też bowiem na poprawę wizerunku większego obszaru niż samo miasto.
Niestety, od pewnego czasu wiemy, że nie będziemy mieli swojego „efektu Bilbao”. Jeżeli w tzw. Nowym Centrum nie będzie ani specjalnej strefy sztuki, ani centrum kongresowego, czyli najważniejszych inwestycji, które miały być zaczynem i przyciągnąć inwestorów, to zastanawiam się co pozostanie z tych wspaniałych planów, o których się mówi od lat.

Budowa nowego dworca i rewitalizacja EC1…

I całe szczęście, że będziemy mieć EC1. Bardzo się z tego cieszę. Moim marzeniem jest, aby obiekty nowego centrum oraz te już już istniejące – Teatr Wielki, filharmonia, Łódzki Dom Kultury, znajdujące się przecież w bliskim sąsiedztwie tego obszaru – połączył wspaniały park. Dzięki temu obiekty porozrzucane po całym Śródmieściu zbliżyłyby się do siebie. Ten park byłby właśnie łącznikiem. Cóż by nam szkodziło mieć łódzki Central Park? Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to rzecz tania, bo to miasto musiałoby być inwestorem.
Koszt byłby jednak na pewno mniejszy niż budowa i utrzymanie specjalnej strefy sztuki i centrum kongresowego.

Takiego parku jednak nie ma w koncepcji nowego centrum…

Nie ma, ale koncepcja Nowego Centrum nie jest jeszcze ujawniona. Pewne jej elementy poznałam dzięki temu, że łódzki oddział Towarzystwa Urbanistów Polskich organizował warsztaty pod hasłem „Zszywanie miasta”, poświęcone rewitalizacji i rewaloryzacji obszaru pomiędzy dotychczasowym i przyszłym dworcem Łódź Fabryczna, a najważniejszą przestrzenią, jaką jest ulica Piotrkowska. W dalszym ciągu twierdzę, że jest to miejsce wyjątkowe – to oś naszego miasta, historyczna i kompozycyjna. Przeżywała wzloty i upadki. W tej chwili mamy okres upadku. Ale rewitalizacja Piotrkowskiej, tak czy owak, będzie następowała. Ale w jakim tempie i czy skutecznie?

 

 

Z dr Elżbietą Muszyńską, architektem, rozmawiała Joanna Leszczyńska z PolskaTimes.pl:

źródło: PolskaTimes.pl

{loadposition NC}