Ustawa Rewitalizacyjna…projekt trafił do Sejmu…

Dziesiątki miliardów złotych pochłonie w najbliższych latach rewitalizacja polskich miast. Rząd skierował we wtorek do Sejmu projekt ustawy, która ma ją przyspieszyć.

W naszym kraju pionierem rewitalizacji jest Łódź. To kiedyś tętniące życiem miasto po upadku przemysłu włókienniczego przedstawia opłakany widok – odrapane kamienice, pozabijane deskami okna. Jednak z każdym rokiem przybywa budynków, którym gmina i prywatni inwestorzy przywracają świetność. Sławek Muturi z dumą pokazuje nam kamienicę z 1910 r. przy ul. Pabianickiej, która jeszcze trzy lata temu była sypiącą się ruiną.

Zorganizowani przez Muturiego i jego współpracowników prywatni inwestorzy wyłożyli pieniądze w gruntowny remont (doprowadzili też ciepło z sieci miejskiej). W czynszówce docelowo powstaną 43 mieszkania (małe kawalerki) na wynajem. Do gotowych wprowadzają się już pierwsi lokatorzy – urzędnik, nauczyciel, student, pracownica sklepu. Muturi mówi o zakupie i remoncie kolejnych dwóch kamienic. Zapewnia, że dla inwestorów to dobry biznes, bo z wynajmu mieszkań mają nawet 8-procentową stopę zwrotu.

Cel uświęca środki

Być może będzie ona jeszcze wyższa, jeśli do remontu dołoży się miasto, a umożliwi to przyjęty we wtorek przez rząd projekt ustawy o rewitalizacji. Jest duże prawdopodobieństwo, że będzie ona uchwalona przez Sejm jeszcze w tej kadencji.

Projekt zakłada tworzenie specjalnych programów rewitalizacyjnych dla obszarów zdegradowanych. Pod tym pojęciem kryją się nie tylko budynki będące w bardzo złym stanie technicznym, lecz także negatywne zjawiska społeczne, czyli np. bezrobocie, ubóstwo, przestępczość i niski poziom edukacji. O takich rejonach – najczęściej terenach śródmiejskich, starych dzielnicach mieszkaniowych i terenach poprzemysłowych – mówi się, że po zmroku strach się do nich zapuszczać. Proponowany przez rząd program ma to zmienić.

Wyznaczenie przez gminę obszaru rewitalizacji ma być poprzedzone debatą z udziałem lokalnej społeczności. Powoływany ma być doradczy i opiniodawczy komitet rewitalizacji, w którego skład wejdą przedstawiciele władz oraz mieszkańców i biznesu. Chodzi o to, że na obszarach rewitalizowanych mają obowiązywać szczególne zasady. Gmina będzie mogła m.in. odmówić pozwolenia na budowę, wywłaszczyć, a nawet… eksmitować, jeśli będzie tego wymagał program. Normalnie prawo dopuszcza wywłaszczenie za odszkodowaniem, jeżeli na danej działce miałaby powstać inwestycja publiczna, np. droga. W projekcie ustawy o rewitalizacji taką inwestycją jest budowa czynszówki przez towarzystwo budownictwa społecznego.

 

Czynszówki priorytetem

Z rewitalizacją będzie się wiązać gruntowny remont komunalnych czynszówek. Jeśli jakąś trzeba będzie przebudować lub wyburzyć, to lokatorzy dostaną lokale zamienne. Gmina pomoże też w przeprowadzce. Gdyby jacyś lokatorzy nie wyrazili na to zgody, przez co blokowaliby przedsięwzięcie, czekałaby ich eksmisja do lokali zamiennych. Po zakończeniu remontów lokatorzy będą mogli powrócić do dawnych lokali. Oczywiście o ile będzie taka możliwość.

Z kolei prywatni właściciele czynszówek oraz wspólnoty mieszkaniowe będą mogły uzyskać dopłatę do remontu (do 50 proc. kosztów przedsięwzięcia), gdyby budynek był objęty programem rewitalizacji.

A gdyby jakiś deweloper chciał budować w strefie rewitalizacji mieszkania na sprzedaż? W ramach specjalnej umowy urbanistycznej musiałby się zobowiązać, że przekaże gminie część z nich albo że sfinansuje budowy infrastruktury technicznej. Do tego w strefie rewitalizacji gmina mogłaby zablokować niektóre inwestycje.

Z konsekwencjami uchwalenia przez gminę programu rewitalizacyjnego musieliby się liczyć także właściciele niezabudowanych działek. Jeśli w ciągu czterech lat nie kiwną oni palcem w tej sprawie, to gmina będzie mogła radykalnie podwyższyć stawkę podatku od nieruchomości. Ustawa określi jego maksymalny pułap. W projekcie rząd proponuje 3 zł za m kw. działki.

Dołoży Unia Europejska

Instytut Rozwoju Miast ocenia, że rewitalizacji wymaga nawet jedna piąta powierzchni naszych miast, z ok. 2,4 mln mieszkańców. Jej głównym celem jest poprawa jakości ich życia. Ale nie tylko. Rewitalizacja to również sposób na ograniczenie niekontrolowanej suburbanizacji, czyli rozlewania się miast. Wiąże się to m.in. z dewastacją środowiska naturalnego i zwiększeniem liczby samochodów. A do tego słono kosztuje, bo wymusza budowę infrastruktury na obszarach o niskiej gęstości zaludnienia.

Co ważne, miasta mogą liczyć na zastrzyk gotówki z funduszy unijnych. W Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju mówią o kwocie 25 mld zł. Właśnie Łódź, ale także takie miasta jak Wałbrzych czy Bytom mają szansę być największymi beneficjentami tej pomocy.

Źródło: Gazeta.pl