Teoria REwitalizacji – Jak to się robi w Krakowie? Problemy REwitalizacji. Artykuł Pawła Hałata opublikowany w czasopiśmie Architektura&Biznes;

Teoria REwitalizacji – Jak to się robi w Krakowie? Problemy REwitalizacji. Artykuł Pawła Hałata opublikowany w czasopiśmie Architektura&Biznes;


Termin rewitalizacja w ostatnich latach robi w Polsce zawrotną karierę — niemal tak błyskotliwą, jak na początku lat 90. ekologia. Rewitalizuje się więc i dzielnice, i obszary przemysłowe, i rynki licznych miast i miasteczek, i linie kolejowe, i poszczególne budynki. Rewitalizuje się nawet fasady kamienic — o czym dumnie informują mieszkańców i turystów tabliczki na krakowskich czynszówkach. Słowo rewitalizacja, jako otwierające drzwi do skarbca dotacji unijnych, nieomal więc zastąpiło liczne terminy, takie jak remont, renowacja, rewaloryzacja, a często nawet przebudowa czy wręcz zabudowa.


Byłaby to oczywiście tylko językowa dywagacja, gdyby nie fakt, że pod hasłem rewitalizacji realizowane są niejednokrotnie — często ze wsparciem środków publicznych (w tym unijnych) — inwestycje, które nie tylko niewiele mają wspólnego z modelową rewitalizacją, ale są wręcz jej zaprzeczeniem. Czym zatem powinna być rewitalizacja? W literaturze fachowej pod tym pojęciem rozumie się skoordynowany proces, inspirowany i zarządzany przez władze samorządowe, prowadzony we współpracy z lokalną społecznością i innymi interesariuszami, mający na celu przeciwdziałanie degradacji zurbanizowanej przestrzeni, zapobieganie zjawiskom kryzysowym (kumulacja bezrobocia, wykluczenie społeczne, przestępczość), poprawę jakości środowiska zamieszkania, aktywizację społeczną i ekonomiczną zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju, ochronę środowiska przyrodniczego oraz materialnych i niematerialnych wartości dziedzictwa kulturowego.

 

Z definicji tej wynika przede wszystkim, że rewitalizacja jest problemem multidyscyplinarnym — obejmującym nie tylko, najbardziej widoczną przemianę architektoniczną i urbanistyczną dzielnicy, ale i odnowę społeczną i ekonomiczną obszaru, a także, o czym często się zapomina, poprawę jakości środowiska przyrodniczego. Zaprzeczeniem tego ostatniego są choćby liczne remonty placów publicznych prowadzone w mniejszych i większych miastach, a często polegające na likwidacji istniejącej zieleni — w tym rozrośniętych, zdrowych drzew, „niepasujących” do nowych koncepcji lub po prostu podnoszących koszt realizacji przedsięwzięcia. Nader często zapomina się też o rozwiązaniu palących problemów komunikacyjnych. Cóż z tego, że wydano na „rewitalizację” placu czy śródmiejskiej ulicy kilka lub kilkanaście milionów złotych, skoro wciąż pozostają one trasą przelotową lub/i parkingiem ze wszelkimi konsekwencjami środowiskowymi i funkcjonalnymi? Niestety, to właśnie te smutne place i ulice — wyłożone granitową (w lepszym przypadku) lub betonową (w gorszym) kostką — są najczęściej wizytówką polskiej rewitalizacji (dokonywanej na ogół ze środków unijnych). Nie trzeba chyba dodawać, że większość z nich powstaje według naprędce wybranego projektu — bez konkursu architektonicznego, ale i często bez wystarczających konsultacji z najbardziej zainteresowanymi, czyli z mieszkańcami. O tym, jak ważne dla mieszkańców są przyjazne, zielone przestrzenie publiczne świadczy choćby sukces warszawskiego Dotleniacza Joanny Rajkowskiej czy zdecydowany protest licznych środowisk przeciwko planowanej, drastycznej — zakładającej jednorazowe usunięcie kilkuset dorodnych drzew — przebudowie alei 3 Maja, jednej z dwóch „zielonych ścian” flankujących krakowskie Błonia.

akcja: partycypacja

Udział społeczny wydaje się być jednym z najsłabszych punktów uskutecznianych w Polsce interwencji. Z samej, zacytowanej wcześniej, definicji rewitalizacji wynika, że szeroki udział lokalnych społeczności powinien być zapewniony na każdym jej etapie — od pierwszych decyzji planistycznych, a zatem ustaleń celów rewitalizacji i kierunków planowanych zmian, poprzez opracowanie kompleksowego programu, wdrażanie i ewentualne konieczne modyfikacje projektów, aż po ocenę kolejnych etapów procesu — z punktu widzenia różnych obserwatorów i uczestników zachodzących przeobrażeń. Niestety, praktyka pokazuje, że takie podejście rzadko spotyka się w Polsce ze zrozumieniem, a partycypacja społeczna jest niejednokrotnie przez władze lokalne traktowana jako rodzaj uciążliwego obowiązku — jeszcze jedna administracyjna przeszkoda narzucona unijnymi procedurami w drodze do uzyskania upragnionych dotacji „na rewitalizację”. Najbardziej rozpowszechnioną, a także najbardziej zniechęcającą mieszkańców do udziału społecznego procedurą jest przeprowadzanie tzw. konsultacji społecznych w momencie, gdy większość decyzji została już podjęta, urzędnicza machina na dobre się rozpędziła i jej zahamowanie spowoduje „niepotrzebne” koszty, opóźnienie inwestycji lub, nie daj Boże, utratę dotacji (co jest zwykle argumentem ostatecznym i niepodlegającym negocjacjom).

Jest to o tyle niezrozumiałe, że decyzje podejmowane w ten sposób zwykle odnoszą się do przestrzeni publicznej — zatem wspólnego dobra mieszkańców miasta. Często dotyczą też zmiany charakteru dzielnicy, więc, jak się wydaje, ich treść powinna być szczególnie starannie przedstawiona i skonsultowana z lokalną społecznością już na etapie przygotowania założeń programowych projektu. Trudno się zatem dziwić, że coraz częściej rewitalizacja w środowiskach lokalnych, w tym wśród części organizacji społecznych, odbierana jest nie jako wysoce pożądane zjawisko, ale jako „dopust boży” i wyraz technokratycznej wizji władz lokalnych, jako zagrażająca lokalnej tożsamości i interesom wspólnoty, przynosząca korzyści jedynie deweloperom i wielkiemu biznesowi oraz służąca „zutylizowaniu” przez decydentów znacznych środków publicznych, niekoniecznie zgodnie z wolą mieszkańców. Nierzadko zresztą są to opinie niesprawiedliwe. Brak realnego udziału społecznego w podejmowaniu decyzji ma i drugą, niekorzystną konsekwencję: kształtując politykę rewitalizacji, władze miast dysponują często niedostatecznymi informacjami o zjawiskach kryzysowych i problemach trapiących mieszkańców. Zatem, nie prowadząc szczegółowych badań społecznych ryzykują, że wdrażane interwencje będą albo niewłaściwe, albo podejmowane w nieodpowiednim miejscu, albo też inwestycje różnych podmiotów nie będą skoordynowane i, pomimo znacznych sumarycznych kwot przeznaczonych na projekty rewitalizacji, zmiany będą jedynie powierzchowne.
[…]

Autor: Paweł Hałat
Doktorant w Instytucie Spraw Publicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego; współzałożyciel i prezes Krakowskiego Stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto


Źródło: Architektura&Biznes