Rewitalizacja na łące

Rewitalizacja, to nie tylko remonty budynków. Rewitalizacja to m.in. poprawa jakości życia. Ten cel można osiągać rozmaicie, m.in. poprzez wprowadzanie zrównoważonych terenów zieleni. Jedną ze strategii tego typu działań jest urządzanie łąki kwietnej. Tak! Nie regularnie strzyżonego trawnika, lecz łąki pełnej gatunków roślin i zwierząt, pełnej kwiatów i owadów, szczególnie tych zapylających, których w miastach coraz bardziej brakuje – podobnie, jak ptaków, np. wróbli, ale o tym innym razem. Bioróżnorodność jest bowiem warunkiem realnej rewitalizacji.

W Warszawie rozpoczęła się realizacja programu restytucji łąk zalewowych. Sławomir Sendzielski, który jest współautorem tego projektu, mówi: "Łąka w mieście może pełnić bardzo wiele różnych funkcji. Zaczynając od czysto estetycznej – bogactwa kolorów, faktur, zmieniającego się wraz z porami roku krajobrazu, przez aspekty ekologiczne – wzbogacanie różnorodności w świecie roślin i zwierząt, ograniczanie hałasu, zmniejszanie występowania wysp ciepła i odpływu wód opadowych do kanalizacji, kończąc na walorach edukacyjnych łąki oraz przyziemnej kwestii oszczędzania pieniędzy, dzięki ograniczeniu koszenia." Przeczytajcie więcej o tym projekcie tutaj, w tekście źródłowym.

DSC07588

We Wrocławiu również mamy tereny zalewowe. Niedawno ukończono długotrwały remont koryta rzeki i wałów na odcinku wschodnim. Bioróżnorodność jest tam na stosunkowo wysokim poziomie, ale w porównaniu do potencjału, jest bardzo ograniczona. W sezonie tereny niskiej zieleni na wałach są zbyt często koszone.

20160211_161551

Niektóre odcinki wałów są objęte dość częstą kontrolą. Inne natomiast jakby pozostawały zapomniane – grasują tam bobry i podgryzają wielkie, solidne drzewa, które niedługo mogą się zawalić komuś na głowę.

InstagramCapture_801a994c-80ff-4d6c-b50f-fbce6ba9e44f

Wały Odrzańskie są też oazą wędkarzy. Mają oni swoje stałe miejsca i często można ich spotkać w określonych porach dnia. Pozostawiają po sobie porządek.

DSC04094

Jest i kolejny wątek Wałów Odrzańskich: wały jako miejsce spotkań, czyli rewitalizacja już się dokonała. Z tym tematem stosowne zarządy mają jednak pewien problem, opisywany nie raz w mediach, choćby a propos bałaganu, który pozostaje po nadodrzańskich imprezowiczach. W lecie, wały na odcinku między Mostami Jagiellońskimi a Warszawsimi stają się istnym centrum piknikowym.

Wały są też miejscem występowania wielu roślin dziko rosnących, które nie tylko są uciążliwymi chwastami, ale przede wszystkim roślinami miododajnymi, leczniczymi, a także jadalnymi – oczywiście pod warunkiem, że nie pochodzą z terenów odwiedzanych przez psy (tutaj pomaga 2-minutowa sterylizacja we wrzątku) i opryski nawozami sztucznymi. Wiele zarządów miejskiej zieleni wciąż niestety używa toksycznego glifosatu Roundap (podpisz petycję Stop Glifosat) do zwalczania tzw. chwastów, czyli ziół, roślin leczniczych wabiących też pszczoły i inne zapylacze.

WP_20150308_078

I wreszcie ostatni wątek: kąpiel w rzece. To jest zabronione. Niestety. Nasi ojcowie skakali na główkę do Odry z balustrady Mostu Jagiellońskiego… No dobrze, kąpać się nie wolno, ale posiedzieć nad rzeką…? Tuż, tuż nad wodą, z możliwością włożenia do niej ręki…? Czy to jest sytuacja zupełnie już wyeliminowana z życia mieszczucha? Niekoniecznie. Mimo wielu projektów "rewitalizacji" brzegów Odry, w tym wałów, wciąż nie mamy we Wrocławiu miejsca, w którym moglibyśmy mieć kontakt z wodą. Bliski kontakt. System zakazowo-nakazowy na razie króluje: decydenci boją się stwarzać nam takie warunki do życia, w których jakiś niewielki % populacji doznałby uszczerbku na zdrowiu lub straciłby życie wpadłszy np. do wody wprost z brzegu, podczas imprezy lub po niej. Można zrozumieć ten strach, bo faktycznie wielu jest nierozważnych (delikatnie mówiąc) nabrzeżnych imprezowiczów.

201206242892

Mimo tego, że nadal w większości miejsc nad wrocławską Odrą nie możemy dotknąć wody w jej korycie, wypadki śmiertelne z powodu utonięcia nadal się zdarzają. Czy jest więc bezpośredni związek między tymi dwiema sprawami? Nie do końca. Lęk urzędników jest jednak tak ogromny, że kontaktu z wodą po prostu nie mamy. Schody, murki, bulwary – tego mamy m,nóstwo, niedługio dostaniemy kolejny bulwar na tyłach Urzędu Wojewódzkiego, który jest wszak realizowany z publicznych funduszy. ALe wszystkim nam chyba we Wrocławiu marzy się bezpośredni i mniej wykamienowany, mniej formalny kontakt z rzeką. Pamiętacie plazę koło ZOO? Tego typu miejsc wciąż bardzo, bardzo brakuje. Może więc dożyjemy czasów, gdy większość populacji będzie korzystać z dobrodziejstw naszej pięknej rzeki i jej odnóg… Pozostaje tylko trzymać kciuki.