Porażka decentralizacji

Ostatnio pisano w prasie o pewnym zaułku wrocławskim – Przejściu Żelaźniczym i jego remoncie w związku z ESK2015. Przypomniało mi to inne zaułki, uliczki, przejścia i takie tam cudeńka… Tutaj Gandawa i słynne przejście grafficiarzy, czyli Werregarenstraat. Takich małych i cennych miejsc jest we Wrocławiu wiele, jednak wciąż zarządzający miastem nie potrafią uczynić z nich przykładowej Werregarten lub choćby Joanny Rajkowskiej, która włąsnoręcznie z zespołem pasjonatów rewitalizuje łódzki zaułek mozaiką szklaną. Ktoś pomyślał więc, że jeśli rozdmucha się remont fasad, to ugra się przy tym i zyski prestiżowe, wszak nadchodzi rok 2016… Nic bardziej błędnego. Przypisywanie miejscowym i stosunkowo skromnym (acz ważnym i potrzebnym) przedsięwzięciom strategicznej roli „wizytówki miasta” w obchodach ESK jest jakimś smutnym żartem i świadczy o całkowitym niezrozumieniu tej idei stolicy. Z drugiej strony dowodzi to, że nasi urzędnicy myślą o Wrocławiu, jak o małym miasteczku, gdzie wizytówką musi być koniecznie , czyli ryneczek i jego środeczek.

No cóż, kochamy małe miasteczka, jednak zarząd Wrocławia powinien promować nasze miasto i prowadzić je ku lepszemu zgoła inaczej: 1) być wiernym wygranej aplikacji ESK, czyli 2) rozciągnąć „wizytówkę miasta” nie koniecznie na Rynek, ale na rozwijane (rewitalizowane!) osiedla, którymi chwali się na każdym kroku. Na tym polega idea rewitalizacji przestrzennej, że w przypadku strategicznych wydarzeń i obchodów właśnie w tych rewitalizowanych , a nie w przestymulowanym centrum, lokuje się WIZYTÓWKI MIASTA. Wydarzenie rangi ESK jest bowiem idealnym narzędziem WSPARCIA rewitalizowanego obszaru i twórcy tej rewitalizacji mają po prostu obywatelski obowiązek realizacji tego wsparcia. Dlatego „wizytówką miasta” powinny stać się Nadodrza, Psiego Pola, Karłowic i kilku innych wrocławskich osiedli, a nie Starego Miasta, które ma już dość.

Tymczasem we Wrocławiu mamy kontynuację archaicznej i wielokrotnie skrytykowanej centralizacji, której twórcy sami sobie zaprzeczają – strategie rozwojowe miasta (na które już nikt nie zwraca niestety uwagi, a powstają z ogromnych wydatków publicznych) i wypowiedzi urzędników wielokrotnie sygnalizowały potrzebę DECENTRALIZACJI, co nazywa się też UKŁADEM POLICENTRYCZNYM:

Prezydent Rafał Dutkiewicz: „Wrocław jest miastem monocentrycznym, chcemy to zmienić. Zamiast jednego Rynku, będziemy mieć trzy centra. Właśnie powstają dwa nowe: jedno w okolicach Hali Stulecia, a drugie wokół stadionu budowanego na Euro 2012” – zapomniano w tej wypowiedzi o rewitalizowanym Nadodrzu. Teraz, w 2014 roku, wiemy nawet więcej, że nie pomyślano też o osiedlu Psie Pole.

Strategia „Wrocław w perspektywie 2020 plus” (str.42): „Powstrzymanie transformacji Wrocławia w obwarzanek„,

Zaktualizowana Koncepcja Rozwoju Przestrzennego Kraju (str.122): „Daleko idąca decentralizacja władzy publicznej, w tym decentralizacja zadań z zakresu planowania i zagospodarowania przestrzennego, to podstawowy warunek powodzenia zamierzeń rozwoju przestrzennego kraju„,

Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Wrocławia (str.18): „Planuje się trzy rejony największych koncentracji działalności usługowych, z których każdy będzie miał inne funkcje i charakter (…)”.

itd…

 

Zatem przepisy i strategie mamy i to piękne, ale nic z nich nie wynika, pochłaniają one setki tysięcy złotych, mnóstwo czasu pracy, wiele zapału, emocji, wiedzy i doświadczenia, ale nic z tego nie wynika, gdy przychodzi do konkretów.

Ktoś zawoła „przecież ESK dotyczy KULTURY, a nie rozwoju przestrzennego!” – znów nic bardziej mylnego, bo przestrzeń jest nie tylko terytorium realizowania lub rozwoju kultury, ale także jest narzędziem tego rozwoju, czego dowodzi fakt, że jednym z kluczowych „wydarzeń” ESK2016 Wrocław jest wsparcie powstania osiedla „Nowe Żerniki” (WUWA2) – wzorcowego osiedla mieszkaniowego. Innym dowodem silnych związków kwestii kulturalnych (i kulturowych) z przestrzenią jest fakt, że idea ESK i treść wygranej wrocławskiej aplikacji bazuje na aspektach społecznych, a te z przestrzenią mają związek oczywisty – wie o tym choćby wrocławski Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej i wrocławscy socjolodzy (Dariusz Szrejder: s.133) nawiązując do decentralizacji obejmującej również rozwój samorządności. A czymże byłby Wrocław, gdyby samorządnie nie mógł decydować o rozwoju miasta? Decentralizacja obejmuje nie tylko aspekty kulturalne (w działaniach zarządzających ESK2016 wciąż brak przyjętej rzetelnej definicji kultury) i kulturowe, ale i społeczne i przestrzenne.

Niestety, nie widać, aby zarząd naszego miasta skojarzył słuszną ideę decentralizacji z obchodami ESK2016. Najwidoczniej nie do pomyślenia jest dla urzędników sytuacja, w której „rządzą osiedla”, a nie Rynek. Wielka szkoda, bo to jest toksyczne dla miasta myślenie. Czy ktoś jest w stanie jeszcze to skorygować i pchnąć na właściwy tor? Miała być decentralizacja, układ policentryczny, ale po drodze zagubił się przedrostki „de” i „poli”…:(