Kapitał społeczny

Kapitał Społeczny.

 

Znów porównaliśmy mapy zróżnicowania przestrzennego Wrocławia z Diagnozy mieszkańców Wrocławia z 2010 roku. Wyniki są zawsze interesujące i warte promowania. Wskazują one coś odwrotnego, niż wyniki tegorocznej Diagnozy społecznej Polaków. Są też odwrotne niż trendy zachodnie, na których opiera się programy rozwoju polskich miast, rewitalizacji, strategie rozwiązywania problemów społecznych itpd.

We Wrocławiu jest tak: najsilniejsze więzi rodzinne i sąsiedzkie są tam, gdzie kapitał ludzki najsłabszy, czyli gdzie najniższe dochody, najgorsze wykształcenie, najsłabsza aktywność stowarzyszeniowa i najsłabszy rozwój kwalifikacji zawodowych. A tym samym tam, gdzie pomostowy (bridging) kapitał społeczny jest najsłabszy, a ten integracyjny (bonding) – najsilniejszy.

Innym słowem kapitał społeczny należy 1) badać lokalnie, zaczynając od skali gminy (w skali miasta TO jest społeczność lokalna – dana od Boga, jak to mówił A. de Tocqueville), 2) różnicować na dwa typy (np. te wyodrębnione przez R. Putnama). Kapitał społeczny wcale nie jest wysoki tam, gdzie wysokie dochody, a to właśnie głoszą ogólnopolskie diagnozy i strategie, z “Polska 2030” na czele.

Innym słowem samorząd wrocławski (nie tylko urzędowy) ma wielki potencjał i duży problem: jak rozwinąć kapitał integracyjny w pomostowy? Jest to tym trudniejsze, że poziom zaufania społecznego i poczucie sprawiedliwości we Wrocławiu jest niskie tam, gdzie najwyższe więzi sąsiedzkie. Ponad połowa wrocławian nie ufa innym ludziom i uważa, że instytucje nie zajmują się należycie sprawami obywateli, ok. 30% nie ufa urzędowi miejskiemu, ok.40% radzie osiedla i straży miejskiej, ok. ponad 30% – radzie miasta i policji. Zaufanie wzrasta wśród specjalistów, osób lepiej wykształconych i zarabiających, tj. reprezentantów wysokiego kapitału ludzkiego, a tam, jak pamiętamy, więzi sąsiedzkie są najsłabsze, ale poczucie sprawiedliwości najwyższe.

 

Nic więc dziwnego, że mieszkańcy nie chcą działać w sformalizowany sposób – ci wykształceni i aktywni zawodowo nie mają czasu, ci słabiej wykształceni i zarabiający są zniechęceni i nieufni. Zatem są to pilne zadania do rozwiązania, a krzywdzącą dla poszczególnych miast diagnozę niskiego kapitału społecznego w Polsce należy zawsze weryfikować w lokalnej skali. W moim przekonaniu obojętność społeczna wiąże się z niskim prestiżem pracy społecznej (kojarzonej wciąż z przymusem i okresem PRL, obecnie w odbudowie poprzez przemianę semiotyczną z czynu społecznego na wolontariat), aktywnością sąsiedzką nisko ocenianą przez ludzi lepiej wykształconych (również pozostałość po PRL-u, na szczęście ulegająca przemianie), ignorowaniem biedy i bezdomności w Polsce  oraz pochopnym przypisywaniem aktywności społecznej osobom uboższym. W trakcie moich wielu spotkań w ramach rozmaitych grup lokalnych, m.in. Partnerstwa Lokalnego 8 SCEN lub działań warsztatowych projektu „Kulturka Podwórka”, słyszałam często głosy, że „trzeba mieć czas na działalność społeczną – mają go tylko bezrobotni”.

C.d. – wkrótce

Opracowanie: Anna Rumińska / eMSA IE